To, że dramy z różnych krajów różnią się między sobą, nie stanowi dla nikogo, kto miał okazję zetknąć się z kulturą azjatycką, wliczając w to szeroko pojętą kulturę popularną, żadnej nowości. Różne poczucie humoru, różne formaty, inne nakłady finansowe, inna obyczajowość sprawia, że podobne historie opowiadane są na – czasem dość drastycznie różniące się od siebie – sposoby. Korea ma na przykład to do siebie, że jest chyba najbardziej “szajni” – jeśli wolno mi się tak wyrazić. Posiada też cechę, za którą ja osobiście to właśnie k-dramy, a nie dramy japońskie czy tajwańskie pokochałam najbardziej, czyli zdolność do doskonałej obserwacji obyczajowej i umiejętność dostrzegania komizmu w zwykłych sytuacjach, skompilowaną z naprawdę niezwykłym ładunkiem ciepła.
Czytaj dalej